Chrzest Filipa

31 lipca 2010, 1:40 pm

Chrzest Filipa

31 lipca 2010, 1:40 pm

Kilka dni temu odbył się chrzest naszego syna Filipa Mikołaja. Rodzicami chrzestnymi zostali Agnieszka (siostra cioteczna Magdy, z PL) oraz Krzysiek (mój kolega z czasów kiedy razem pracowaliśmy w US Tsubaki). Tak samo jak w przypadku Alex, chrzest odbył się w kościele Św. Stanisława w Chicopee i również tak jak poprzednim razem całą uroczystość poprowadził Ojciec Marek (dziękujemy serdecznie). Filip nie płakał nawet podczas polewania głowy wodą święconą. Niestety pech chciał, że tego dnia wysiadła klimatyzacja w kościele i było tak gorąco że pot mi ściekał z czoła dosłownie ciurkiem (35st.C / 95st. F). Przez większość czasu ja trzymałem Filipa na rękach. Skubany tak był ciekawy otaczającego go świata, że nie miałem siły go trzymać. Wierzgał rękami i nogami, odpychał się ode mnie, tak jakby chciał sam zwiedzić cały budynek kościoła. Ta ciągła „walka” abyprzytrzymać go przy sobie spowodowała że byłem dosłownie cały mokry; dodatkowo następnego dnia ledwo mogłem się podnieść z łóżka z powodu bólu pleców.
Po uroczystościach w kościele, pojechaliśmy wszyscy do restauracji „Cal’s”, gdzie czekała na nas wynajęta sala (ta na szczęście miała sprawną klimatyzację ;) ). Tam Filip najpierw grzecznie spał; zmęczony przygodami w kościele, a potem wędrował od jednego stołu do drugiego, z jednych rąk do drugich. Po smacznym obiadku i „niesamowitym” torcie (o nim napisze oddzielnego FotoBloga) pojechaliśmy do teściów na „poprawiny”.
Dziękujemy (w kolejności alfabetycznej wg. nazwisk ;)) ): Iwonie i Tadeuszowi, Wandzie i Radkowi, Grażynie i Joe'owi oraz Karolowi, Mary i Ryszardowi, Jasiowi, Ani i Markowi, Marcinowi i Eli, Izie, Ani, Krzyśkowi, Klaudii i Olivierowi, Gosi i Adamowi, Marcie i Bob'owi, Agnieszce, Eli, Piotrkowi, Łukaszowi i Kamili, Magdzie i Kazkowi; uff… za uczestnictwo w uroczystości sakramentu chrztu naszego syna oraz za prezenty, które już spoczęły na oddzielnym koncie Filipa i będą spokojnie czekały na szkolne czasy ;)
Dziękujemy jeszcze raz !!!

Komentarze (0)

Smoczek

17 lipca 2010, 7:47 pm

Oj długo to trwało, ale wreszcie Alex oduczyliśmy od smoczków. Było ciężko, nawet bym powiedział ekstremalnie trudno. Płacze, lamenty; nie pomagały miłe słowa i próby przekupstwa. Cała „walka” o smoczek trwała ponad 2 miesiące no i chyba ja wygraliśmy. Już od kilku tygodni nie prosi o gumowego przyjaciela. Czasami tylko jeszcze Filipowi zabierze, ale to głownie dla zabawy i żeby się z nami podroczyć. Ma wtedy gówniara niezły ubaw i trzeba za nią biegać po całym mieszkaniu w pogoni za własnością Filipa. Ale to na szczęście tylko zabawa i próba zwrócenia na siebie uwagi aniżeli chęć powrotu do „Smoka” !
Dla przyszłych rodziców rada: Jeśli nie płacze to nie dawać smoka. Kiedy w nocy zaśnie to ukradkiem wyjmować, tak aby baby miało z nim kontakt tylko w sytuacjach koniecznych.

Komentarze (0)

Dieta Oczyszczająca

10 lipca 2010, 11:18 am

Czas najwyższy wziąć się za siebie, bo kondycja z lat młodzieńczych już dawno poszła w zapomnienie. Czuje się jak niedołężny facet po 50, a przecież mam jeszcze daleko do takiego wieku. Dodatkowo przez amerykańskie fastfood’y cholesterol podskoczył mi zbyt wysoko.
Na pierwszy ogień poszła zmiana odżywiania; czyli jak jeść zdrowo i tylko tyle ile trzeba. Nie czułem się dobrze, byłem senny i ciągle zmęczony; źle spałem, budziłem się w nocy, a kiedy miałem wstawać to czułem się bardziej zmęczony, niż kiedy się kładłem spać. Tak więc postanowiłem że najpierw trzeba oczyścić organizm z toksyn i przy okazji zgubić trochę wagi. Trudno uwierzyć, że od sposobu odżywiania i tego co spożywamy zależy tak wiele, żeby nie napisać prawie wszystko. Dieta, która zastosowałem jest lekko ekstremalna, bo nie jesz wcale przez przynajmniej 10 dni. Ja wytrzymałem bez większych problemów 13 dni na samym, specjalnie do tego przygotowanym napoju. Pierwszy dzień był najgorszy, bo organizm koniecznie chciał wszystko to, co dostawał codziennie; czyli nie zawsze zdrowe pożywienie i różne używki takie jak kawa czy herbata. Pod koniec dnia dodatkowo zaczęła mnie boleć niemiłosiernie głowa, chciało mi się wymiotować i było mi mdło, tak więc aby wytrwać w diecie poprostu poszedłem spać. Drugi dzień był już znacznie lepszy, ale jednak organizm nadal walczył ! Następne dni to już czysta przyjemność, czujesz się jak nowo narodzony, nie jesteś senny, ani zmęczony, czujesz jak rozpiera Cię energia i dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę jak można dobrze się czuć i jaką ogromną rolę na Twoje samopoczucie odgrywa żywienie. Tak więc dieta pomimo tego że nic nie jesz to nie jest wcale trudna, wystarczy przetrwać tylko pierwsze dwa dni a potem, jeśli masz silną wolę i jesteś w stanie nie zwracać uwagę na otaczające Cię smakołyki idzie jak po maśle. Jeśli tylko czujesz głód to pijesz kilka łyków napoju, przechodzi Ci ochota na jedzenie i wraca Ci energia w ciągu dosłownie kilku minut. Chociaż waga dla mnie nie stanowiła większego znaczenia, bo najważniejsze było oczyszczenie organizmu z zalegających toksyn to mogę się pochwalić, że schudłem prawie 8 kg.
Od diety już trochę czasu minęło, od tego czasu zacząłem się lepiej odżywiać. Absolutnie nie jem żadnych fastfood’ów, pije tylko zielone herbatki, rzadko kawę, ograniczyłem do zera cukier i jeśli słodzę to tylko miodem. Jasne pieczywo poszło w odstawkę i unikam czerwonego mięsa. Za to staram się jeść dużo ryb, kurczaków, więcej warzyw i owoców. I co najważniejsze piję znacznie więcej wody. Naprawdę nie trzeba wiele żeby lepiej się odżywiać, a różnice widać diametralną.
Już wkrótce zaczynam codzienne treningi aby poprawić kondycję i zgubić jeszcze trochę nadmiaru ciałka ;) Jestem zdeterminowany i gotowy do działania. Nie odpuszczam i mam nadzieję że wytrwam w swoich postanowieniach bo właśnie dzięki temu czuje się znacznie lepiej. Wszystkim polecam dietę, której przepis można ściągnąć tutaj.

Komentarze (0)

Wspólna kąpiel

27 czerwca 2010, 7:25 pm

Więź rodzeństwa jest coraz silniejsza ! Już nie tylko wspólne spanie i jedzenie łączy nasze dzieci. Ostatnio Alex wykorzystując dosłownie sekundę naszej nieuwagi rozebrała się i wlazła do wanienki Filipa. Mały był nieco zdziwiony i zaskoczony, ale absolutnie nie protestował. Nawet mu się to spodobało. Po chwili, jeszcze bardziej niż nasz synek, zdziwiona była Alex kiedy zobaczyła że braciszek pomiędzy nogami ma zupełnie coś odmiennego niż ona (a dokładniej, czemu on tam coś ma a ona nie) Twierdziła, że coś nie do końca w porządku jest z jej braciszkiem i naprawdę ciężko było jej wytłumaczyć, że wszystko jest tak jak być powinno. Początkowo nie pomagały próby odwrócenia uwagi od „ptaszka” Filipa, i dopiero większa ilość wyprodukowanej piany oraz ulubiona gumowa kaczuszka pozwoliły naszej córce zejść z mało wygodnego dla wszystkich, łącznie z Filipem tematu.
Od tamtej pory, kiedy Filip bierze kąpiele, to Alex w tym samym czasie ogląda swoje ulubione bajki. Na nasze szczęście, temat przycichł i do dnia dzisiejszego niewygodne pytania nie powracają. Zobaczymy tylko na jak długo.

Komentarze (0)

Z tatusiem

22 czerwca 2010, 5:14 pm

Czy kiedyś wspominałem jaka Alex jest absorbująca i jak bardzo wykorzystuje tatusia… ? No właśnie, chyba nie wspominałem. Kiedy trzeba umyć ząbki albo zrobić kupę to zawsze woła tatusia. Zawsze, kiedy tylko tatuś jest pod ręką, to wszystko tylko z tatusiem. W piłkę mama nie umie grać, tylko tatuś umie. W samochodzie też tylko tatuś umie przypinać pasy. Na rączki do tatusia – bo najwyżej, piciu od tatusia, karmić też tylko tatuś potrafi najlepiej. Czasami się zastanawiam gdzie ta mamusia ;) Specjalnie mnie moja żona wyrolowała, bo jak przychodzi co do czego to umywa rączki bo Alex chce przecież tylko tatusia a nie mamusię ;) Ale tak naprawdę mimo że stało się to trochę za bardzo absorbujące to cieszy mnie taka postać rzeczy i często sprawia uśmiech na mojej twarzy.
Cóż się jednak dziwić, skoro mała spędziła pierwsze kilkanaście miesięcy życia głównie ze mną w domu, gdyż Magda pracowała. I tak naprawdę widziała mamę albo przez zaledwie 2-3 godziny, albo wcale. Czyli z tego wychodzi że córeczka jest jak najbardziej tatusia, za to synek już teraz widać że będzie raczej mamusi… no ale to się jeszcze okaże ;) Bo przecież na ryby to chyba z Magdą nie będzie chodził ?

Komentarze (2)

Skrzypiąca podłoga

14 czerwca 2010, 2:58 pm

Jak już kiedyś wspominałem domy w US są budowane głownie z drewna. Ma to swoje zalety, ale i również wady. Wadą nie do zniesienia przez moją żonę była skrzypiąca podłoga na piętrze zarówno w naszej sypialni jak i sypialni Alex. Gdzie nie stanąłeś było źle. Hałas może nie był strasznie donośny, ale jednak drażniący. Kiedy jeszcze usypiałem Alex, to ciężko było bezszelestnie wyjść z pokoju, i zawsze budziła się kiedy usłyszała najmniejszy skrzyp. Było to rzeczywiście wkurzające, bo po 30 minutach spędzonych przy łóżku córki, szczęśliwy że już zasnęła, podnoszę się cichutko, powoli wychodzę z pokoju i w pewnym momencie słyszę „skrzyp” i Alex się natychmiast budzi.
Moja ukochana żona, przez przypadek zauważyła w TV program, w którym to prezentowano jak łatwo można „wyciszyć” podłogi. Zamówiłem pełny zestaw reklamowanego „systemu”. Sceptycznie podchodziłem do jego skuteczności, ale ku mojemu zdziwieniu zadziałał perfekcyjnie. System to nic innego jak specjalne śruby, które wkręca się w podłogę używając odpowiedniej nakładki, tak aby nie wkręcić śruby za głęboko ani tez i za płytko. Następnie się ją urywa (tak naprawdę ułamuje specjalnym przyrządem który jest w zestawie) tak że nie sposób znaleźć ani wyczuć miejsca gdzie wcześniej ją wkręcaliśmy. Proste, łatwe i skutecznie. Oczywiście cały zestaw jest już opatentowany.
W dwóch pokojach wkręciłem ponad 100 śrub. Niestety zabrakło mi na przedpokój, ale już domówiłem kolejną paczuszkę i w wolnej chwili dokończę prace zadaną mi przez żonę ;) Podziękowania dla Tadzia za użyczenie wiertarki, bo ta moja „profesjonalna” padła zaledwie po kilku minutach wkręcania. Znowu chciałem zaoszczędzić na narzędziach no i teraz mam za swoje.

Komentarze (0)

W jednym łóżku

1 czerwca 2010, 1:32 pm

Do czego to doszło żeby Filip spał z Alex. Magda po kąpieli zostawiła go w łóżeczku naszej córki, ale tylko, kiedy mała zobaczyła, że ktoś korzysta z jej kołderki to zaraz znalazła się koło braciszka. Obawiałem się przez chwilę, że będzie go chciała wypędzić z łóżka, ale ku mojemu zdziwieniu tylko go ładnie poprosiła: „Odsuń się”; jednak sama go musiała przesunąć, bo się jej najzwyczajniej nie posłuchał (kłopoty w porozumiewaniu się różnym dialektem). Alex była z siebie bardzo zadowolona i dumna. Oby tylko taka miłość pomiędzy rodzeństwem została jak najdłużej. Bo nie dość, że dwójka dzieciaków robi wystarczająco dużo hałasu to jeszcze tylko bijatyk w domu nam brakuje.
Jeśli chodzi o Filipa to bardzo polubił siostrę, zawsze kiedy Alex do niego przychodzi to śmieje się szeroko i coś tam pod noskiem gaworzy. Czasami jeszcze brakuje mojej córce delikatności, ale małemu jak na razie to nie przeszkadza; jednak musimy mieć oczy otwarte i być zawsze w pogotowiu, bo nie wiadomo co tej małej diablicy strzeli do głowy.

Komentarze (0)

Z mamą w Bostonie

24 maja 2010, 10:18 pm

W zeszłym tygodniu korzystając z pięknej pogodny pojechałem razem z mamą do Bostonu; według wielu uważane za najładniejsze miasto na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Boston głownie znam z lotniska, w samym centrum miasta nie byłem zbyt wiele razy, ale z pomocą znajomego (dzięki Krzysiek) wspólnie jakoś naszkicowaliśmy plan zwiedzania i ruszyliśmy na podbój stanowego miasta Massachusetts.
Sam Boston nie jest duży, liczy niespełna 650 tys. mieszkańców. Jednak do miasta przylega wiele mniejszych miasteczek takich jak Cambridge, ze słynnym Uniwersytetem Harward, Somerville, Brookline, Waltham, Newton i wiele innych, które to tworzą naprawdę potężną aglomerację. My skupiliśmy się tylko na centralnej części samego miasta. Jest to zadbane i czyste miejsce z niezliczoną ilością tuneli, którymi to można dojechać niemalże wszędzie. Oczywiście odwiedziliśmy słynne Quincy Market znajdujący się w samym centrum, spacerowaliśmy po deptaku niedanego City Hall, byliśmy w parku aby zobaczyć pomnik Kościuszki (ale park niestety okazał się za duży i nie potrafiliśmy go znaleźć). Nawet udało nam się dotrzeć do włoskiej dzielnicy - North End gdzie znajduje się mnóstwo bardzo dobrych i drogich restauracji. Byliśmy też pod drzwiami New England Aquarium, ale niestety już nas nie wpuścili :( Zmęczeni i głodni udaliśmy się na obiadek; gdzie mama zamówiła ogromny kawał pysznego stake’a ;)
Na sam koniec pojechaliśmy jeszcze do znajomych, który mieszkają w Cambridge na kawusię oraz świeżutkie, cieplutkie i pyszne ciasto drożdżowe prosto z polskiej książki kucharskiej. Nie byłem w stanie się powstrzymać, aby kawałeczka nie zabrać do domu, niby dla Magdy, ale tak naprawdę był on dla mnie. Podziękowania dla Anki i Krzyśka za gościnę :)
Do domu dotarliśmy tuż po 10 wieczorem. Boston mamie się bardzo podobał i już planujemy następne wycieczki do Nowego Jorku oraz do New Port ;)

Komentarze (0)

Papu z łyżeczki

18 maja 2010, 1:30 pm

Filip jest już na tyle duży, że przyszła pora na karmienie łyżeczką. I znowu w przeciwieństwie do Alex napotkaliśmy problemy. Otóż, mały nie akceptuje żadnych opóźnień z intensywnością otrzymywania pokarmu. Spóźnisz się 1 sec. masz problem. Musisz nadążyć, bo inaczej są krzyk i płacz, który ciężko już potem „zatamować”. Dodatkowo mamy problem z jego „latającymi” rączkami. Najchętniej on sam by złapał za słoiczek i łyżkę. Tak więc aby jego łapki nie znalazły się w papu, jedna osoba musi trzymać rączki, a wtedy druga ma szanse na podanie posiłku.
Tak było na początku. Teraz już jest znacznie lepiej. Nauczył się że machanie wiatrakami (czyt. rękami) tylko opóźnia moment kiedy brzuszek będzie pełny. Jednak mimo wszystko musisz być przygotowany na nagłe wytrącenie słoiczka z ręki albo, że łyżeczka znajdzie się na głowie. Mleko również musi być wcześniej przygotowane i czekać na podanie, bo jak nie, to awantura… Strasznie niecierpliwy ten nasz Filip ;)

Komentarze (1)

Filip - Pilotem

7 maja 2010, 7:52 pm

Po przeszło półrocznym intensywnym szkoleniu Filip zdał i otrzymał licencję pilota na samoloty jedno-śmigłowe, czyli takie niewielkie maszyny 4-6 osobowe, które głównie spotykamy w rękach prywatnych osób. Służą one bardziej do latania hobbystycznego aniżeli do codziennych podróży lub transportu publicznego. Mają one tą zaletę że są lekkie - można nawet je jedną ręką przepchnąć, nie za drogie jeśli chodzi o zużycie paliwa (paliwo 100 oktanowe) no i dają niesamowitą frajdę zarówno dla pilota jak i pasażera – a o to przecież chodzi, nieprawdaż ?
Miałem zaszczyt być pierwszym "pasażerem" Filipa. Cóż, ryzykować też czasami trzeba dla podtrzymania dobrych stosunków koleżeńskich ;) Oczywiście żartuję ;) – absolutnie się nie obawiałem tego lotu, co zresztą dziwiło większość moich znajomych. Sam nie wiem czemu ale „stracha” nie miałem; wyobraźnię posiadam aż za dużą i zdawałem sobie sprawę jak wyglądają „niekontrolowane” lądowania takich samolocików, i pomimo iż samolot był starszy ode mnie (ma grubo ponad 30 lat) czułem się naprawdę bezpiecznie.
Wystartowaliśmy z Northampton – MA, a wylądowaliśmy na Block Island - RI (niewielka wyspa na Oceanie Atlantyckim) - lot tam i z powrotem. Był to, można powiedzieć, taki mały wypad na obiadek ;) Podróż w przestworzach trwała 44 minuty, przy pięknej słonecznej pogodzie. Wiał lekko silny wiatr, ale Kapitan Filip ze stoickim spokojem i profesjonalizmem prowadził maszynę niczym zawodowy pilot AirForce One ;) nie lękając się trudnych warunków. Jeśli wydaje się Wam, że takie loty są nudne, to grubo się mylicie. Dzieje się i to naprawdę dużo. Ten samolot nie ma żadnych radarów. Jedyne czym dysponuje pilot to: wysokościomierz, żyroskop, kompas, mapę na kolanach, radio i najważniejsze – swoje oczy. Przez cały czas komunikuje się z innymi samolotami, aby uniknąć zderzenia oraz z wieżami kontrolnymi – zarówno z tymi małymi jak i z dużymi, które obsługują duże samoloty pasażerskie. Za dużo by pisać o tej całej komunikacji lotniczej, ale jest ona naprawdę interesująca i nie spodziewałem się, że ruch powietrzny tak dobrze jest zorganizowany i kontrolowany. Co również istotne, to że zarówno lądowanie na lotniskach jak i dosługa całego lotu nie kosztują absolutnie nic. Wszystko jest za darmo !
Każdemu polecam taki lot, człowiek tam w górze zdaje sobie sprawę, jaki jest "malutki" i bezbronny w oczach całego świata.
PS: Podróż samochodem (+ prom) zajęłaby nam około 4 godziny ;)

Pod tym linkiem znajdziecie 9 minutowy filmik z naszej podróży.

Komentarze (1)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 35 36 »
Zaloguj się | Zarejestruj się | Przypomnienie hasła Prawa | Web Info | Kontakt
US (NY) 4 września 2010, 1:28 pm PL 4 września 2010, 8:28 pm